Jeśli wszystko pójdzie po dobrej myśli, to dzięki Zamberowi zmajstruję podobny filmik w oparciu o nagranie z ratuszowej kamerki i jak się uda, to dołożę migawki z transmisji Polsatu Pythonowy skrypt działa bardzo dobrze, kto wie, może ja lub wy będziemy robili filmy poklatkowe z wydarzeń odbywających się na płycie Rynku Staromiejskiego? Potem takie oddzielne produkcje można złączyć w jedno i pokazać życie danego miejsca ze stałej perspektywy na przestrzenie dajmy na to roku. Już mi się podoba, a Wam?
Zacznijmy analizę zjawiska od zaprezentowania twardych faktów:
MEC: Grażyna Bielawska – Cieśla – dyrektorka od 1993r.
PGK: Tomasz Uciński – dyrektor od 1993r.
KBP: Andrzej Ziemiński – dyrektor od 1994r.
MZK: Roman Bielecki – dyrektor od 1996r.
Muzeum: Jerzy Kalicki – dyrektor od 1997r.
MWiK: Janusz Łodziewski – dyrektor od 2000r.
Tyle personalna lista okraszona liczbami, tylko co z niej wynika? Dyrektorzy koszalińskich, a może i nie tylko, spółek i instytucji, pełnią swoje funkcje nieprzerwanie od bardzo wielu lat. Jakie są tego przyczyny, a jakie skutki? Wreszcie czy ten stan jest dobry, a może zły? Prezesi to w większości specjaliści w swoim fachu, o marce uznanej w Koszalinie i na szczeblu krajowym. Swoją osobą legitymują spójność, stabilność i jednorodność działań. Generalnie wywiązują się ze swoich obowiązków, z pewnymi wyjątkami nie podpadają swoją niekompetencją, ich zmieniający się zwierzchnicy prezentują wysoką kulturę polityczną, a sami dyrektorzy umiejętnie manewrują (działają na gruncie niemal politycznym), stanowisko zaspokaja ich samych ambicje, więc nie mają powodów, żeby z niego zrezygnować. Wydaje się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, mnie jednak czegoś brakuje. Fermentu twórczego, ścierana się dwóch idei, z czego wychodzi nowa jakość, konkurencji pomysłów, walki o jak najlepszą jakość. Dlaczego tego nie ma, a może tylko tego nie widać? “Stagnacja” jest bezpieczna dla wszystkich, wewnętrzne konflikty wybuchają, ale są tłumione na dłużej lub krócej (dot. głownie instytucji kultury). Zjawisko można określić jednostronnie przyspawaniem do krzesła albo z drugiej strony “krótką ławką”, która utrudnia zastępowalność urzędników wyższego stopnia. Nie wiem, nie oceniam, mamy taki Koszalin, na jaki sami zasłużyliśmy. Pytam jednak czy nie może być lepiej czy wysokie stanowiska kierownicze nie powinny być kadencyjne? Pomysł ma swoje dobre i złe strony, ale generalnie wydaje mi się in plus. Co Wy na to?
Przy okazji garść ciekawostek z internetowej strony Lotto:
Koszaliński Oddział Totalizatora Sportowego powstał w 1956 roku. Obejmuje obszar 15.818 km2 , w tym: trzynaście powiatów, 68 miast i gmin. Na terenie Oddziału zamieszkuje około 950.000 ludzi, których obsługuje blisko 300 kolektur [z czego 61 w samym Koszalinie, tj. jedna na blisko 2000 mieszkańców - dop. JJ]. Codziennie nasze punkty odwiedza kilkadziesiąt tysięcy klientów, zawierając średnio 54.000 transakcji. (…) Dzięki środkom wnoszonym przez uczestników gier i loterii powstało od 1994 r. prawie 40 obiektów sportowych w regionie np. Hala Sportowa Przy I LO w Koszalinie.