Wodzirej… i ch*j

Prowincjonalizm to pojęcie, które – wbrew pozorom – niewiele ma wspólnego z geografią. Bo prowincja to nie miejsce na mapie, a stan ducha. Jednym ze sposobów na wyleczenie się z prowincjonalizmu jest mówienie o nim otwarcie. Nazywanie swoich kompleksów, kpina z fałszywych marzeń. Choćby to bolało. Bo jeśli zabolało, to znaczy, że diagnoza była słuszna.

Te słowa Artura D. Liskowackiego opublikowane w Kurierze Szczecińskim są dla mnie ważne z dwóch powodów: od jakiegoś czasu dokładnie w ten sam sposób, niemal słowo w słowo, myślę o zaściankowości, co chyba świadczy, że ta myśl jest uniwersalna, a po drugie, myśl ta jest najlepszą recenzją spektaklu Wodzirej. Koszalin Kulturkampf, który był niedawno wystawiany na deskach BTD, po blisko roku od swojej premiery.

Wstyd się przyznać, ale ostatnio byłem w teatrze parę lat temu. Niepowtarzalność przedstawień, uczucie uczestnictwa w akcji czy wreszcie specyficzny klimat „lokalu” są dobrą zachętą, ale przestały mi wystarczać. Snułem sobie podówczas wizje, że widowisko staje się jeszcze bliższe w odbiorze, poprzez włączenie widowni do jego współtworzenia, chociażby przez zwykłą rozmowę. I oto Wodzirej mnie zaspokoił. Bardziej niż w pełni.

gaciefoto: Jakub Ruszkowski dla BTD Koszalin

Koszalin Kulturkampf to pełna dystansu i autoironii opowieść o nas dla nas. Zaczyna się mocnym akcentem, żeby później zadać porządne wrażenia dawkowane w specyficzny sposób – fikcja nieustannie miesza się z marzeniami i rzeczywistością, w zasadzie nie wiadomo czy i gdzie jest między nimi jakaś granica. Mimo gorzkiego wydźwięku, na sali co rusz wybuchały salwy śmiechu. I tu obserwacja – rechocząc się z prowincjonalizmu, pokazaliśmy naszą zaściankową kulturę. Inteligentne gagi czy dialogi (np. nawiązanie do średniowiecznego powiedzonka o Sianowie; szkoda, że nie ma transkrypcji, nie chcę go przytaczać z głowy, żeby nie przekręcić) nie budziły takiego entuzjazmu, jak sypane na prawo i lewo wulgaryzmy, teksty o Dodzie i Rubiku, czy inscenizowany akt seksualny.

seksfoto: Jakub Ruszkowski dla BTD

O tym, że Wodzirej. Koszalin Kulturkampf  jest przedstawieniem godnym uwagi świadczą zgodne opinie krytyków,  nominacje do branżowych nagród i liczne opinie widzów. Życzę Wam i sobie więcej takich zaangażowanych lokalnie produkcji.

PS Czy BTD archiwizuje całe swoje spektakle na wideo? Szkoda by było, żeby umierały śmiercią naturalną, nie dając możliwości zapoznania się z nimi kolejnym pokoleniom.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Społeczeństwo/ludzie

2 responses to “Wodzirej… i ch*j

  1. Byłem z dziewczyną w walentynki na Wodzireju. Spektakl wyjątkowy i przyjemny biorąc pod uwagę, że w teatrze nie było mnie też kilka dobrych lat ;].

  2. Pingback: Spektakl nie budzący szewskiej pasji « Bo Koszalin mnie kręci. Na okrągło | Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s