Ludzie dzielą się na rzemieślników sumiennie wykonujących swoją monotonną pracę, artystów, których ciągle coś pcha ku zmianie i nicnierobów, którzy albo trwają w nicnierobieniu i gorzej albo tworzą niecodzienne rzeczy. I dzisiaj o wszystkich tych grupach będzie co nieco.
Streetart. Zjawisko tyle inteligentne, co niedwuznaczne, zawitało do naszych progów. Porusza ważne aspekty życia w bardzo trafny i sugestywny sposób. A jednak szkodliwe ze względu na brak poszanowania dla cudzej własności (chyba, że było uzgadniane, w co raczej wątpię). Nie można w czarno-biały sposób wartościować tego typu ekspresji, jednak jeśli wyrażana ona jest w sposób umiarkowany, to jestem ją w stanie zaakceptować, a nawet promować. “Umiarkowany”, czyli taki, jaki ma miejsce w Koszalinie.

Albo taka konstatacja, prawdziwie prawdziwa, umieszczona na ścianie Koszalińskiej Biblioteki Publicznej, w której podziemiach mieści się galeria Scena. Czy to nie skłania do skojarzenia faktów, zastanowienia się nad pojęciem indywidualności artyzmu, a nawet poszerzenia swojej wrażliwości estetycznej poprzez odwiedzenie wspomnianej galerii? Kto wie, czy ten malunek nie został zainspirowany przez kogoś stamtąd?
A ten wiersz – element projektu “Multipoezja”? Pół ulicy Zwycięstwa (złośliwi bracia słupszczanie mówią, że to jedyna ulica w naszym mieście) jest/było nią ozdobione. Kiedy pierwszy raz się z tym spotkałem, przystanąłem na chwilę z ludzkiej ciekawości, żeby zobaczyć co to za wynalazek. Przeczytałem, zrozumiałem, uśmiechnąłem się – i o to chodziło. Szkodliwość społeczna – oczywiście dla mnie znikoma. Powiem więcej - literatura chodnikowa jest bardzo dobrym pomysłem, nie ma to jak się dokształcić idąc ulicą i niebezproduktywnie patrzeć się w ziemię.
Malunek a malunek to jednak różnica, często spora. Niestety młodzi (stary się odezwał
) swój czas wolny i w taki oto sposób wykorzystują. Ach, cóż za problemem jest artystyczna niemoc związana ze złośliwością rzeczy martwych! Pamiątka dla potomnych pozostała – będziemy pamiętać o Twoim cierpieniu. Łączymy się w bólu
Dacie wiarę, że ta rudera mieści się w odległości ledwie paruset metrów od jedynego do tej pory CH – Emki?
No i oto dochodzimy do końca notki. Postanowiłem Was uraczyć tą oto radykalnie zideologizowaną deklaracją antyklerykalną. Sądząc po podpisie, to zorganizowana grupa terro… graffi… powiedzmy, że niepokornych. Czemu ma służyć ich działalność nie rozumiem, oni chyba też. Jeśli wyrażeniu siebie, to ja dziękuję, postoję. Jednak tego typu destrukcyjne społeczności mają się jak mamuty – są wymarciu. Co odnotowuję z nieskrywaną satysfakcją.
* cytat za niezapomnianym nauczycielem (profesorem) matematyki – Franciszkiem Sobolewskim











3 komentarzy
25/01/2009 o 15:08
[...] ma same plusy dodatnie Bo póki co, to przestrzeń miejską staraja się zagospodarować jedynie streetart, prezentujący sobą różnoraką wartość [...]
27/09/2009 o 15:16
[...] Już od dłuższego czasu postuluję zbliżenie artystów(twórców) i odbiorców ich dzieł, myślałem bardziej o streetarcie, ale ruchoma wystawa również wpisuje się w ten ton. Ważne jest tylko, żeby prace były [...]
27/11/2009 o 17:19
[...] kultura ma być wyrwaną z rzeczywistości idylliczną oazą szczęśliwości? Rozwiązaniem jest oddolna, amatorska działalność zrodzona z pasji, często nielegalna, ale prawdziwa i nie oglądająca się za pieniędzmi. Nikt nie broni artystom [...]